Wskazówki dla poszukujących korzeni, czyli od czego zaczac...

WPROWADZENIE
Wskazówki dla poszukujących korzeni, czyli od czego zaczac...

Moda na poszukiwanie własnych korzeni zamiast z biegiem czasu maleć, staje się coraz bardziej popularna w Polsce. Korzeni i przodków szukają już nie tylko dawni potomkowie ziemian, szlachty, ale nawet ci, którzy nie liczą na doszukaniem się rycerskich korzeni.


Zanim zaczniemy poszukiwania przodków musimy się wcześniej dobrze przygotować i zgromadzić jak najwięcej informacji dostępnych w archiwach domowych, które należy koniecznie uzupełnić opowiadaniami i wiadomościami od rodziców i dziadków.


Odnaleźć rodzinną parafię

Po wyczerpaniu możliwości, ale posiadając już odpowiednią bazę, która może być odskocznią w dalszym tropieniu własnych korzeni, możemy przystąpić do kolejnego etapu poszukiwań. Zazwyczaj zgromadzona sposobem domowym i rodzinnym wiedza zamyka się w trzech, czterech pokoleniach. Przeciętny poszukiwacz zna imiona rodziców, dziadków, względnie pradziadków, dokładne daty lub przynajmniej rok urodzin, ślubów, zgonów i innych ważniejszych wydarzeń w ich życiu. Zna też nazwiska panieńskie żon, babek i prababek oraz miejscowości, w których przyszło jego przodkom żyć i pracować. Dzięki odniesieniu geograficznemu zawęża się automatycznie teren przyszłych poszukiwań.

Najprościej jest odnieść daną miejscowość do konkretnej parafii, w której owa się znajduje, względnie znajdowała, gdyż może się zdarzyć, że dawniej miejsce zamieszkiwania przodków znajdowało się na terenie innej parafii, a ta obecna powstała znacznie później. Teraz pozostało zorientować się najlepiej u proboszcza, czy zachowały się w danej parafii archiwa i metrykalia i jak daleko w przeszłość one sięgają. Ważne jest nawiązanie kontaktu z osobą odpowiedzialną za archiwa parafialne i uzyskanie zgody na poszukiwania. Z tym bywa różnie i nie zawsze ksiądz jest chętny, by udzielić nam pomocy.

Potem pozostaje już wertowanie ksiąg chrztów (urodzeń), ślubów (małżeństw) i zgonów. Poszukiwania należy prowadzić kompleksowo, czyli nie szukać konkretnych osób, tj. domniemanych swoich bezpośrednich przodków, ale próbować wypisać lub sfotografować te strony, na których wystąpiło nazwisko rodowe, o które nam chodzi. Wypisanie wszystkich osób o danym nazwisku, które wystąpiły w aktach kościelnych pozwoli później na zbudowanie prawdziwego drzewa genealogicznego, gdzie poszczególne rodziny o danym nazwisku rodowym utworzą nam szczegółowe gałęzie – linie.


Dudki – łacińskie księgi

Dlatego nie ma znaczenia, czy poszukiwania zaczniemy od ksiąg z początków XX w., czy też spróbujemy sił od najstarszych zachowanych w parafii, nierzadko sięgających XVII w., częściej jednak XVIII stulecia. Ważne jest, by zgromadzić jak najwięcej danych i by były one w miarę kompletne, czyli nie było w nich luk czasowych. Tylko wtedy uda się bez żadnych wątpliwości powiązać osoby z poszczególnymi liniami rodzinnymi.

Metrykalia z XVII i XVIII w. pisane są w języku łaciński. Księgi chrztów, małżeństw i zgonów, zwane pospolicie „dudkami” ze względu na swoje specyficzne wymiary, zawierają wpisy odnoszące się do miejscowości, imion, nazwisk, tj. konkretnej osoby, jej rodziców, (pojawia się też nierzadko nazwisko panieńskie) oraz proboszcza udzielającego danego sakramentu, czasem też występuje tu przydomek rodzinny. Uboższe bywają zapisy odnoszące się do zgonów. Tu proboszcz lub inny kapłan zdarzało się, że uważał za ważniejsze wpisanie, czy zmarły otrzymał odpowiednie sakramenty, niż to czyim był synem. Trzymanie się pewnych reguł i formułek wpisu łacińskiego pozwala nawet słabo znającym ten język na dość swobodne odczytywanie i zrozumienie wpisów. Inna sprawa, czy proboszcz posiadał mniej lub bardziej wyraźny charakter pisma i w jakim stanie są stare księgi.


Magnificus i Laborarius

W czasie wertowania ksiąg łacińskich należy zwrócić uwagę na to, w jaki sposób tytułowano daną osobę podczas wpisywania. Zazwyczaj, by wykazać status materialny i społeczny petenta, używano łacińskich określeń. I tak, jeśli przed imieniem i nazwiskiem znajdujemy zapis „magnifucus dominus” oznacza on możną i znaczącą osobę w regionie, nierzadko sprawującą wysokie funkcje w państwie lub województwie, względnie powiecie, zazwyczaj obok podawano, jaką ta osoba piastowała godność czy jaki sprawowała urząd. Podobnie jest w przypadku zapisu „generosus”, który w wiernym tłumaczeniu oznacza „urodzonego”, czyli zamożnego szlachcica, ziemianina. Częściej jednak spotyka się określenie „nobilis”, tj. „szlachetny” – tak tytułowano pozostałą część szlachty, głównie uboższej, czyli zaściankowej lub zagonowej.

Jeśli chodzi o mieszczan, używano w księgach określenia łacińskiego „honestus”, tj. „uczciwy”. Odnosiło się to również do rzemieślników i zdeklasowanych szlachciców „na zawodzie”. Chłopów pańszczyźnianych, czyli tzw. włościan i służbę folwarczną, zwano „laboriosus”, tj. „pracowity”. W XIX w. ostatecznie większość proboszczów zaniechała dopisywania określeń wskazujących na przynależność klasową, za wyjątkiem osób pochodzących z bardzo zamożnych i wpływowych rodzin.

Kodeks Napoleona

Po ostatnim rozbiorze na iteresujacym nas terenie, który został włączony do Cesarstwa Austriackiego jako tzw. Galicja Zachodnia, zas tereny na polnoc od rzeki Bug do Krolestwa Pruskiego wyszły nowe zarządzenia odnoszące się do prowadzenia ksiąg metrykalnych. Od 1796 r. proboszczowie otrzymali drukowane księgi i zdarzało się, że łacinę zastępował w nich język polski. Trwało to w przypadku zaboru pruskiego do 1806 r., a wprzypadki austriackiego do 1809 r., a faktycznie do 1810 r. Wtedy obszar III zaboru został włączony w wyniku wojny do Księstwa Warszawskiego i zaczął obowiązywać tzw. Kodeks Napoleona. Proboszcz stał się jednocześnie urzędnikiem Stanu Cywilnego, którym pozostał również po stworzeniu Królestwa Polskiego zależnego od Rosji. Do 1825 r. w księgach metrykalnych zapisywane były adnotacje nie tylko o rzymskich katolikach, ale również o osobach innych wyznań, np. protestantach czy żydach. W niektórych parafiach równolegle do tych ksiąg księża nadal prowadzili kopie ksiąg w języku łacińskim. Po 1826 r. lakoniczne zapisy zastąpiły obszerne informacje o otrzymujących sakramenty, oczywiście była to gotowa formuła tekstu, gdzie zmieniały się tylko daty, imiona, nazwiska i miejscowości.

Dokumenty pisane cyrylicą

Kolejna zmiana nastąpiła w 1868 r. Wyszło wtedy carskie zarządzenie restrykcyjne o prowadzeniu ksiąg metrykalnych w języku rosyjskim. Zakazano wpisów w języku polskim. Taki stan utrzymywał się przez następne 47 lat, aż do września 1915 r. Ręcznie pisana cyrylica może przyprawić poszukiwacza korzeni o jeszcze większy ból głowy (i oczu) niż sto lat wcześniejsza łacina. Znów wiele do powiedzenia w odszyfrowywaniu adnotacji o przodkach ma tu charakter pisma księdza – urzędnika. Jakby tego było mało, pisane są też dwie różne dat: z kalendarza juliańskiego obowiązującego wówczas na terenie Cesarstwa Rosyjskiego i kalendarza gregoriańskiego, którym posługiwała się reszta europejskich państw. Zdarzało się, że proboszczowie łamali zakazy i wpisywali w nawiasach imiona i nazwiska dodatkowo w języku polskim. Na jesieni 1915 r. po zajęciu terenów Królestwa Polskiego przez wojska pruskie do akt powrócił język polski, dzięki czemu tropienie przodków staje się już znacznie łatwiejsze, a i niezbyt odległe czasy pozwalają na żywsze niż dotychczas odczucia rodzinne poszukiwacza.

Wiele pomocnych informacji zawierają też dopiski na marginesach, wpisywane po latach. Na przykład przy urodzonych, których wpisywano jeszcze cyrylicą w 1900 r., pojawiają się dopiski w języku polskim z 1923 r. o zawartym małżeństwie i z 1978 r. o śmierci. Pozwala to dodatkowo na uzupełnianie danych z poszczególnych ksiąg metrykalnych, tj. osobno do chrztów, ślubów i zgonów. Dublowanie takich informacji pozwala na ich weryfikowanie, bo błędy zdarzały się od czasu do czasu i księżom.

Drzewo genealogicze

Kiedy przebrniemy przez archiwa parafialne, zgromadzimy potrzebne dane o osobach posługujących się interesującym nas nazwiskiem rodowym, zaczynamy łączyć poszczególne rodziny w linie rodzinne. Zaczynamy od najstarszych znanych przedstawicieli rodu w danej parafii. Może się wtedy okazać, że np. na początku XVIII w. w kilku wsiach regionu (parafii) żyło od kilku do kilkunastu rodzin o tym nazwisku, których potomkowie do dziś zamieszkują w tych miejscowościach. Ale może się i zdarzyć tak, iż poszczególni przodkowie wyemigrowali z terenu tej parafii np. do sąsiedniej lub w bardziej odległe strony – wtedy gałęzie drzewa genealogicznego będą niekompletne i trzeba będzie dokonać dodatkowych poszukiwań. Na naszym terenie warto jest skorzystać nie tylko z archiwów parafialnych, ale również z Archiwum Diecezji Siedleckiej i Drohiczyńskiej, Archiwum Siedleckiego oraz Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie.

Najstarsze dokumenty źródłowe

W przypadku potomków mieszczan i chłopów nie udaje się poza pewnymi wyjątkami zejść w poszukiwaniach poniżej XVIII w., czasem problem jest już w XIX w. Inaczej sprawy się mają, jeśli chodzi o „szlachetnie urodzonych”. Tu nierzadko można dokopać się korzeni o sto lat wcześniejszych, a w niektórych przypadkach nawet sięgnąć XV w. Ułatwia to ukształtowanie się nazwiska rodowego i trwałość niektórych przydomków, jak też herb rodowy. Np. piszący się w XV w. obywatel de Czaple to niechybnie późniejszy Czapski (XVI w.), a de Błonie to Błoński itp. Bazując na takich nazwiskach gniazdowych, które mają odnośniki w konkretnych wsiach i miejscowościach, nawet kiedy nie mamy ciągłości pokoleniowej w dokumentach, możemy pokusić się o badanie dziejów danego rodu w XV–XVI w. Tu powinniśmy skorzystać z możliwości przejrzenia m.in. Ksiąg Grodzkich Drohickich z l. 1473–85, Księgi Konsystorza Janowskiego z l. 1469–88, tzw. Kapicjany – Ignacego Kapicy Milewskiego i zbiorów po tym wybitnym genealogu Zygmunta Glogera. Oprócz tego z „Wywodów szlachectwa XIV–XVII w Witolda Semkowicza, popisów wojskowych ziemi drohickiej z 1528, 1565 i 1567 r., Księgi Sądowej Drohickiej z 1569 r., List podatników z 1580 r. i 1676 r. Warto też zajrzeć do herbarzy Adama Bonieckiego, Seweryna Uruskiego i Kacpra Niesieckiego.

Dariusz Kosieradzki