por. Stanisław Ołdakowski ps. "Okoń" - dowódca placówki sabotażu i dywersji w rejonie Żyrardowie w okresie okupacji hitlerowskiej we wspomnieniach Zofii Jastrzębskiej - Kowalewskiej ps. Zoska

por. Stanisław Ołdakowski ps. "Okoń" - dowódca placówki sabotażu i dywersji w rejonie  Żyrardowa w okresie okupacji hitlerowskiej we wspomnieniach Zofii Jastrzębskiej - Kowalewskiej ps. Zoska


Wzmiankujemy ta postac w odcinku "Oldakowscy w walce o wolnosc XIX-XX w."
"...Ołdakowski – Stanisław pseudonim „Okoń”, który w lipcu 1944 r. został mianowany przez zwierzchników z konspiracyjnej Armii Ludowej. Dowódcą zgrupowania partyzanckiego w powiecie Błonie pod Warszawą".

 FRAGMENTY WSPOMNIEN (...po udziale w Powstaniu Warszawskim i odniesionej ranie Zofia Jastrzębska - Kowalewska ps. Zoska tak opisuje swoje dalsze losy....)        "Rodzina rozpoczęła starania o przeniesienie mnie do szpitala w Żyrardowie. Szpital Ujazdowski miał być ewakuowany z Milanówka do Krakowa. Należało uzyskać zgodę na przyjęcie mnie do żyrardowskiego szpitala. W otrzymaniu tej zgody pomogła mi ppor. Magdalena Grzybowska ps. "Growska".

l listopada przyjechał po mnie z moją mamą por. Stanisław Ołdakowski ps. "Okoń" - dowódca placówki sabotażu i dywersji na tym terenie, a poza tym mój szwagier. Nie było zezwolenia na przejazd z Milanówka do Żyrardowa.


Mimo to przewieziono mnie na furze polnymi drogami, w czasie mżącego deszczu. W końcu listopada usunięto wreszcie bez znieczulenia największy odłamek z uda. Rana zaczęła się goić i mogłam rozpocząć naukę chodzenia. 16 grudnia w szpitalu zjawili się dwaj umundurowani gestapowcy z tłumaczem. Całe szczęście, że tego dnia leżałam w łóżku. Zauważyłam ich, gdy rozmawiali z drem Grabowskim w pokoju przylegającym do naszej sali. W tym czasie była u mnie mama. Siedziała obok mego łóżka na obrotowym stołku. W chwili, gdy spostrzegłam idących w naszym kierunku gestapowców, wiedziona instynktem powiedziałam: "Mamo odwróć się i rozmawiaj z sąsiadką". Niemcy podeszli. Widzieli sterczącą, unieruchomioną na drucianym stelażu rękę i bladą twarz dziewczyny - udawałam obłożnie chorą. Interesowali się, gdzie i w jakich okolicznościach zostałam ranna. Oczywiście zmyśliłam jakąś opowieść. Dr Grabowski, który był przy przesłuchaniu, potwierdził mój zły stan i że nie nadaję się do transportu. Został więc zobowiązany do powiadomienia gestapo o poprawie mojego zdrowia. Niemym świadkiem tej rozmowy była matka. Siedząc tyłem do mnie uniknęła ewentualnych pytań. Po wyjściu Niemców, drżąca i roztrzęsiona, starała się ukryć to przede mną, aby nie pogarszać stanu moich nerwów. Dopiero po przejściu sześciu kilometrów po głębokim śniegu i pod wpływem przeżytego zdarzenia upadła zemdlona przed domem. W połowie stycznia Niemcy z zaplecza frontu zaczęli opuszczać miasto.. Pierwsze oddziały wojsk sowieckich dotarły pod Żyrardów. Po słabym oporze hitlerowców 17 stycznia do Żyrardowa wkroczyła Armia Czerwona.


Szwagier OLDAKOWSKI wiedząc o aresztowaniach żołnierzy Armii Krajowej zabrał mnie ze szpitala i przewiózł do swojej placówki we wsi Wiskitki pod Żyrardowem. Jechaliśmy na furze główną ulicą miasta wśród rozradowanych mieszkańców i strzelających na wiwat żołnierzy. Dla nich był to dzień zwycięstwa i wolności, dla mnie jedynie zmiana prześladowcy. Gnębiło mnie uczucie zawodu i smutku. Nie witano bliskich memu sercu żołnierzy Armii Krajowej. Ci musieli czekać na pełne uznanie i zwycięstwo idei - o którą walczyli z takim poświęceniem i trudem - aż 45 lat."